Platforma uniknęła totalnej kompromitacji, ale straciła ponad 50% swojego elektoratu, PiS stoi w miejscu mimo wczorajszego zwycięstwa – to tylko niektóre obserwacje po wczorajszej I turze wyborów w Elblągu. Okazało się też, że organizatorzy referendum nie muszą zyskiwać na nim politycznie. A Europa Plus i RP ma poważny problem ze skutecznością.

PO traci głosy, PiS stoi w miejscu Zwycięstwo kandydata PiS po sprawnej kampanii jest bezdyskusyjne. Ale bardzo interesujące jest spojrzenie na rezultaty wyborów parlamentarnych w mieście. W 2011 roku w Elblągu (fragment sejmowego okręgu 34) PiS uzyskał 11 279 głosów. W niedzielę Jerzy Wilk zdobył niemal dokładnie tyle samo – 11 282 głosów. Dla Platformy to zestawienie wygląda alarmująco: w wyborach parlamentarnych partia  Donalda Tuska uzyskała 22 433 głosów. Wczoraj Elżbieta Gelert miała ich 7540 – strata ponad 50% elektoratu. To tylko wzmacnia tezę, że największym problemem Platformy nie jest wcale ekspansja PiS, tylko utrata własnego elektoratu i powiększenie się grupy niezdecydowanych. PiS zaś cały czas musi polegać na tej samej grupie zmobilizowanych wyborców. 

Platforma uniknęła scenariusza rybnickiego Mimo strat, PO uniknęła najgorszego w tym momencie scenariusza – trzeciego miejsca Gelert i całkowitej kompromitacji w Radzie Miasta. Wczorajsze wyniki były nawet powyżej oczekiwań w samej Platformie. Gelert okazała się politykiem, który potrafi osiągnąć stosunkowo dobry wynik  – przynajmniej z perspektywy ogólnopolskiej – nawet w tak toksycznej dla partii atmosferze jak w Elblągu. To będzie mieć swoje konsekwencje w myśleniu polityków tej partii o zbliżającym się sezonie wyborczym.

Organizatorzy referendum nie muszą wcale na nim zyskać politycznie. Lech Kraśniański był jednym z organizatorów Grupy Referendalnej, która doprowadziła do odwołania prezydenta Nowaczyka. Później opuścił Ruch Palikota i stworzył własny komitet wyborczy, ale w niedzielę poniósł zdecydowaną klęskę. Dostał tylko 990 głosów, co dało mu 8 miejsce na 10 kandydatów. Nie zdobył także żadnego mandatu w Radzie Miasta. To pokazuje, że samo organizowanie kampanii referendalnej nie gwarantuje dalszego wyborczego sukcesu. To  sytuacja, która jest teraz na pewno  uważnie analizowana w Warszawie.

Nieskuteczna Europa Plus Europa Plus i Ruch Palikota zaangażowały bardzo duże siły w kampanię Ewy Białkowskiej. Lider RP był w Elblągu trzy razy, w mieście pojawili się też Robert Biedroń, Marek Siwiec, Ryszard Kalisz, Robert Kwiatkowski, Andrzej Rozenek. Spot z udziałem Kwaśniewskiego miał duże przebicie w mediach lokalnych i ogólnokrajowych. Nic z tego nie przyniosło jednak spodziewanych efektów. Słaby wynik Białkowskiej miał też związek z jej występem w debacie organizowanej w Telewizji Elbląskiej  – zdaniem wielu lokalnych obserwatorów wypadła fatalnie. Ruch Palikota/Europa Plus chciała pokazać, że na lewicy jest znaczącą siłą, a Elbląg – miasto, w którym przez wiele lat rządziła lewica – wydawał się  idealnym miejscem do przeprowadzenia takiej demonstracji siły. Solidna kampania Janusza Nowaka dała mu czwarte miejsce, SLD zdobyło pięć mandatów w Radzie Miasta, co daje partii duże możliwości. Już teraz Jerzy Wilk zapowiedział, że będzie rozmawiać z SLD (i komitetem Witolda Wróblewskiego) o możliwe koalicji w Radzie.

Solidarna Polska będzie mieć lepsze morale Intensywna kampania w Elblągu prowadzona wokół kandydata SP przyniosła jeden pozytywny wynik dla partii: przebicie granicy 5%. To na pewno zwiększy w jakiś sposób morale działaczy SP, pokazując (ten argument będzie stosowany teraz bardzo często) że partia ma większe poparcie niż pokazują to sondaże. Wynik SP powoduje także, że PiS musi zbudować ofertę bezpośrednio dla wyborców Zbigniewa Ziobry tak, by do nich dotrzeć i ich przejąć.

PKW Państwowa Komisja Wyborcza  po raz kolejny udowodniła, że nie jest przystosowana do funkcjonowania we współczesnym ekosystemie medialnym, który działa cały czas – 24 godziny na dobę. Zwłaszcza w przypadku tak kluczowych wyborów wielogodzinna cisza informacyjna po zakończeniu głosowania jest nie do zaakceptowania.