„All politics is local” – ta maksyma należy do kanonu amerykańskiej polityki. Teraz tworzy się jej polska wersja. Wybory w Rybniku, liczne referenda lokalne, a teraz przyspieszone wybory w Elblągu pokazują, że polska polityka stała się lokalna – w tym sensie, że oceny partii politycznych na poziomie centralnym stają się w coraz większym stopniu bezpośrednio powiązane z tym, co dzieje się na poziomie lokalnym. Media i komentatorzy zaczynają brać pod uwagę to, jak działają partie poza stolicą, a nie tylko to co dzieje się w warszawskich centrach władzy.

Tip O’Neill, spiker Izby Reprezentantów, który jest uznawany za twórcę tej maksymy był mistrzem w „tłumaczeniu” spraw i ustaw forsowanych w Kongresie na sprawy zrozumiałe i dotykające wyborów w jego okręgu. Dla niego „cała polityka była lokalna” bo los polityka i jego sukces zależał tylko i wyłącznie od tego, jak wytłumaczył swoim wyborcom to co robił w dalekim Waszyngtonie. To pochodna amerykańskiego systemu wyborczego i partyjnego.

W Polsce regionalizacja polityki centralnej odbywa się w sposób dostosowany do kształtu systemu wyborczego. Dzięki dobrej kampanii w Rybniku PiS uzyskał zwycięstwo, które w innych warunkach byłoby tylko wzmianką na dalekich stronach gazet lub krótką notką na portalach internetowych. Byłoby istotne dla mieszkańców okręgu, i dla lokalnych polityków czy mediów, ale nie wyszłoby poza Rybnik. Stało się jednak inaczej  – Rybnik, a wcześniej sukces referendum w Elblągu zbudował trend, na którym PiS zdobył prowadzenie w sondażach, a Platforma została uznana za partię w kryzysie. Dzięki lokalnym sprawom – i umiejętnym kampaniom – polityka regionalna zaczęła bezpośrednio oddziaływać na centralną.

Również niekorzystne dla PO historie – jak radni buntujący się przeciwko lokalnym strukturom partii – natychmiast trafiały do obiegu na poziomie warszawskim, dając kolejne argumenty na kryzys partii rządzącej, arogancję jej działaczy i skorumpowanie struktur. Np. list Gowina nie miałby takiej medialnej siły, gdyby nie historie z całej Polski pokazujące kłopoty Platformy. Zniknęła ściana, która oddzielała kiedyś politykę lokalną od centralną. Przed Rybnikiem i Elblągiem kłopoty lokalne partii był co najwyżej ciekawostkami medialnymi, tematami na dalekim planie. Teraz są na pierwszym miejscu.

Każda ważniejsza historia polityczna w dowolnym mieście może stać się tematem pytania do premiera na konferencji prasowej w KPRM. Każde referendum, wybory uzupełniające jest traktowane na równi z wyborami ogólnokrajowymi, chociaż jego bezpośredni wpływ jest dużo mniejszy. Ten trend ma kilka przyczyn. Rok 2013 zapowiadał się jako kolejny rok bez wyborów, co wymusiło na mediach poszukiwanie nowych tematów, nowych elementów rzeczywistości politycznej. To zderzyło się z frustracją wielu ludzi na poziomie lokalnym (case Elbląga) albo z wydarzeniami takimi jak wybory uzupełniające w Rybniku.

Z drugiej strony partie polityczne pozostające w opozycji – Ruch Palikota i PiS w szczególności – poszukiwały sposobu, by uderzyć w Platformę tam, gdzie takie uderzenie jest możliwe. Ponieważ nie można było tego zrobić w Warszawie, Sejmie, konieczne było myślenie dużo mniej konwencjonalne. Dlatego Ruch Palikota w Elblągu tak mocno angażował się w zbieranie podpisów w referendum. Wtedy jeszcze nie było to widoczne w mediach. PiS także szybko zrozumiał możliwości polityczne, jakie dadzą wybory uzupełniające w Rybniku w chwili gdy Platforma przeżywa kryzys, wystawiając mocnego kandydata i angażując gigantyczne siły w kampanię. Platforma grała jeszcze wedle starych reguł – uznając, że nawet sukces Prawa i Sprawiedliwości nie będzie miał większych reperkusji centralnych. Stało się zupełnie inaczej.

Dlatego też kampania w Elblągu wygląda dziś ze strony Platformy odmiennie niż ta w Rybniku. To nie zmienia jednak sytuacji, w której sukces PiS będzie interpretowany  przede wszystkim na poziomie krajowym.

fot. KPRM