Jednym z tematów soboty jest tekst w „Newsweeku” opisujący wydatki Platformy  – m.in. na garnitury,  catering. Dziś „GW” pisze także o wydatkach SLD i Ruchu Palikota – m.in. spa, wina i tak dalej. To wszystko bardzo przypomina amerykańskie publikacje o wydatkach partii politycznych, które jednak pojawiają się w USA dużo częściej. Powód? System monitorowania wydatków, który działa na nieco odmiennych zasadach niż polski. Ten system wykorzystują dziennikarze, by wskazywać na ekstrawaganckie wydatki w trakcie kampanii wyborczych i nie tylko.

Zarówno RNC (główny, narodowy komitet Republikanów) i DNC (analogiczna struktura u Demokratów) są zobowiązane do składania nie tylko rocznych, ale i miesięcznych sprawozdań z wydatków. Oczywiście partie są finansowe w odmienny sposób niż polskie – za pomocą datków od osób fizycznych – ale i tak niektóre wydatki wywołują skandale. Tak było w 2010 roku, gdy w miesięcznym zestawieniu RNC dziennikarze Washington Post odnaleźli m.in. 2,000 dolarów wydane w ekskluzywnym nocnym klubie w Los Angeles. W tamtym raporcie znalazły się także informacje o rezerwacjach luksusowych hoteli, czarterach samolotów, wynajmowaniu limuzyn. To wszystko w roku kampanijnym (a taki był 2010) zostało błyskawicznie wykorzystane przez Demokratów. Nawet niektórzy Republikanie protestowali – anonimowo ale i i pod nazwiskiem – przeciwko tak ekstrawaganckim stylem wydatków głównego partyjnego komitetu.

Ponieważ jednak RNC jak i DNC odgrywają zwykle rolę wspierającą w kluczowych kampaniach wyborczych, podobne regulacje są także stosowane wobec polityków i ich sztabów w trakcie kampanii. Co trzy miesiące muszą składać raporty dotyczące wydatków do FEC. Informacje są dostępne publicznie. To powoduje – przy setkach milionów dolarów wydawanych na kampanie – że cyklicznie pojawiają się w trakcie walki o stanowiska informacje o wydatkach, nawet tych trywialnych, jak logistyczne czy biurowe. Dzięki wydatkom sztaby analizują też nawzajem swoje strategie. Ale kluczowe jest to, że dane pojawiają się w trakcie kampanii, nie po jej zakończeniu.

Identycznie jest z raportami dotyczącymi zbieranych pieniędzy. Sztaby są zobowiązane – ze względu na limity datków od osób fizycznych – dokładnie informować o sumach otrzymywanych w trakcie kampanii. To drugi element systemu, który zapobiega (chociaż nie likwiduje całkowicie) nadużycia. FEC (Federal Election Commission) – agencja która monitoruje całą sferę wydatków politycznych – jest samodzielną agendą rządu federalnego. Chociaż członków jej władzy wybiera prezydent, to istnieje reguła mówiąca o tym, że nie więcej niż trzy osoby mogą być w danej chwili z jednej partii. Ponieważ komisarzy wyborczych jest we władzach 6, to obecność 3 Republikanów i 3 Demokratów sprawia, że komisja jest ponadpartyjna.

To podstawowe elementy całego systemu, który – chociaż wielokrotnie krytykowany – zwykle bardzo się sprawdza, przynajmniej jeśli chodzi o rozliczanie kampanii wyborczych.