Coraz częściej zarzuca się rządowi, że nic nie robi. Nie jest to najbardziej wnikliwy opis sytuacji, bo ministrowie, przynajmniej teoretycznie, zbierają się co tydzień, przyjmując projekty ustaw. Część z nich to techniczne sprawy, ale i tak nie ma to większego znaczenia. Do mediów przebijają się jedynie nieliczne, najbardziej polityczne projekty. Podobnie jest zresztą z realizacją expose: pierwszego – kryzysowego, i drugiego – prowzrostowego. Polityka kręci się wokół innych tematów.

Na to zjawisko delikatnie zwrócił uwagę Donald Tusk w ostatnim wywiadzie dla „Polityki”. W rozmowie z Mariuszem Janickim i Wiesławem Władyką szef rządu powiedział, że prawie nikt nie zauważył wizyty prezydenta Francji i kanclerz Niemiec na marcowym szczycie państw Grupy Wyszehradzkiej, gdzie „padły ważne dla naszego bezpieczeństwa deklaracje”.

Zapowiedzi z expose, w mniejszym czy większym stopniu, są realizowane. Nie wszystko udało się zrealizować, ale bilans jest – jako tako – pozytywny. W pierwszym, kryzysowym expose premier zapowiedział m.in. stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn do 67 lat, podniesienie składki rentowej po stronie pracodawcy, zniesienie części ulg oraz likwidację Funduszu Kościelnego. W drugim, m.in. wprowadzenie systemu poręczeń dla firm i programu dopłat do mieszkań, uelastycznienie kodeksu pracy oraz powołanie programu Inwestycje Polskie, który ma „załatać”  okres przejściowy między starym a nowym budżetem Unii Europejskiej, tak, aby polska gospodarka znacząco nie zwolniła.

Na stronie Kancelarii Premiera jest omówiona realizacja obu expose. Niektóre obietnice zostały wprawdzie rozmiękczone – jak np. wcześniejsze, częściowe emerytury, ale koniec końców reforma została przeprowadzona. Fundusz Kościelny ma zostać zastąpiony możliwością odpisu 0,5 procenta na Kościół, chociaż projektu nadal nie ma, a Włodzimierz Karpiński odpowiedzialny za ustawę, został ministrem skarbu. Donald Tusk zdążył wycofać się z reformy emerytur górniczych, ale do końca kadencji zostało jeszcze 2,5 roku. Sejm na ostatnim posiedzeniu wydłużył do roku urlop rodzicielski, a w kwietniu posłowie przyjęli I transzę deregulacyjną.

Ale to problem nie tylko dla Platformy. Podobnie było za rządów PiS. Mało kto pamięta, ale to Zyta Gilowska w 2006 roku obniżyła podatki, wprowadzając dwie stawki podatkowe PIT w miejsce trzech (obniżka weszła w życie od 2009 roku). Rząd Prawa i Sprawiedliwości obniżył też składkę rentową oraz zlikwidował podatek od spadków i darowizn. Te decyzje pochwalił nawet Leszek Balcerowicz. Tylko co z tego, skoro PiS w 2007 roku sromotnie przegrało wybory parlamentarne. Jak pisaliśmy kilka miesięcy temu, gdy patrzy się na wyniki badań społecznych z okresu rządów PiS, to Jarosław Kaczyński nie miał prawa przegrać tych wyborów. Akurat lata 2005-2007 to gospodarcze prosperity – średni wzrost gospodarczy za te lata wyniósł 5,5 proc. PKB.

Niedawno Joanna Miziołek w „Polsce the Times” pisała, że Igor Ostachowicz jest zwolennikiem częstych konferencji prasowych premiera. Ale i z tym różnie bywa. W tym tygodniu Rada Ministrów umożliwiła GDDKiA ogłoszenie przetargów na budowę ponad 700 km dróg ekspresowych o wartości przekraczającej 35 mld złotych. Donald Tusk, według Pawła Grasia z uwagi na uroczystości 4 czerwca, nie spotkał się z dziennikarzami. Podobnie było w poprzednich tygodniach. Mało kto zauważył, że rząd w maju przyjął program „Mieszkanie dla młodych” (skądinąd także zapowiedziany w II expose), ustawę antykryzysową oraz obniżył sędziom, prokuratorom i służbom mundurowym zasiłki chorobowe ze 100 do 80 proc., co w praktyce jest likwidacją części przywilejów. Przy tak słabych notowaniach rząd dramatycznie potrzebuje sukcesów. Nawet jeżeli są, to i tak mało kto o nich wie.

Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM