Rocznica wybuchu afery Watergate była nie tylko przypomnieniem czasów Nixona, ale ery w której Washington Post był jednym z najważniejszych dzienników w USA. Teraz WaPo (jak się skrótowo określa gazetę) jest cieniem swojej dawnej potęgi. Marty Baron, człowiek który ma przywrócić jej blask stawia na dziennikarstwo w klasycznym stylu. Unika żargonu nowych mediów, a jego konto na Twitterze śledzi tylko 5 tysięcy osób.

Marty Baron, nowy naczelny dziennika ma za sobą bardzo duże doświadczenie dziennikarskie. Jako naczelny Miami Herald zajmował się między innymi takimi tematami jak powrót Eliana Gonzaleza na Kubę i sądową walką o wynik wyborów prezydenckich w tym stanie.  Później Boston Globe pod jego kierownictwem zdobył nagrodę Pulitzera za reportaże o skandalach pedofilskich w Kościele. Baron został naczelnym Washington Post pod koniec grudnia 2012 roku.

Teraz, po kilku miesiącach jego praca jest obiektem bardzo intensywnego zainteresowania mediów. Najgłośniejszym tekstem o nowym naczelnym jest jego sylwetka opublikowana przez National Journal. Christ Frates opisuje trudną sytuację w której znalazł się Washington Post. Konsultanci polityczni i medialni nie są już tak bardzo zainteresowani gazetą jak niegdyś. Ważny jest  The Wall Street Journal czy The New York Times, ale nie WaPo. Z drugiej strony – jak zauważa Frates – dziennik musi zmagać się z coraz większą konkurencją ze strony wyspecjalizowanych serwisów internetowych, które „zjadają” jego wpływy w Waszyngtonie, i uwagę polityków czy dziennikarzy.

‚Dziennik jest więc oblężony z wielu stron, traci nie tylko wpływy i miano kluczowego źródła informacji, ale także nakład i zyski z reklam. Jeden z najważniejszych symboli dziennikarstwa, redakcja w której Woodward i Bernstein rozpracowali aferę Watergate powoli staje się tylko miejscem o którym wspomina się w kategoriach utraconej potęgi i znaczenia.

Marty Baron ma temu zapobiec. Być może to typowa „mission impossible”, ale człowiek który ma na swoim koncie tak duże osiągnięcia nie zamierza się poddawać. Z tekstu National Journal  wynika, że jego recepta jest prosta: to dziennikarstwo w starym stylu. Newsy, newsy, newsy, tekst śledcze, reportaże. Baron to zaprzeczenie stylu powszechnego teraz w USA – nie skupia się na autopromocji, nie udziela się na Twitterze (publikuje tam tylko linki do tekstów), nie ma bloga na Tumblr. Ale dla niego liczy się coś innego. Koledzy uważają, że jest bardzo wymagającym, ostrym szefem. Jednak  bardzo go chwalą: „Baron ma najlepsze wyczucie jeśli chodzi o to co jest ważne w tekstach, a co nie, jaki temat wart jest dalszego zainteresowania a który należy odrzucić” – mówi jeden z nich. Baron jest całkowicie oddany swojej pracy, i nie bardzo interesuje go cokolwiek innego.  Chce wrócić do źródeł sukcesu dziennika – czyli podawania „twardych” informacji, a nie angażować się w innowacje internetowe tylko dla samej innowacji.  Nie oznacza to że odrzuca internet – byłoby to niemożliwe – ale ewidentnie to nie jest dla niego kluczowa rzecz w przyszłości dziennika.

Baron uważa też, że należy poświecić szybkość na rzecz dokładności, nawet kosztem zwiększonej liczby wejść na stronę Washington Post. Nieprzestrzeganie tej zasady doprowadziło – na przykład w trakcie zamachu w Bostonie – do wielu kompromitujących sytuacji dla tak prestiżowych redakcji jak AP. Baron nie chce uczestniczyć w takim wyścigu.

Ta metoda- zero autopromocji, nacisk na teksty śledcze i newsowe, niechęć do wyścigu w sieci (stawia na dokładność nie  zaś szybkość) sprawia, że Baron wyróżnia się w swoim środowisku. Czy dzięki temu odniesie sukces? Stawką jest Washington Post, a także – w pewnym sensie – przyszłość tradycyjnego dziennikarstwa jako takiego.

fot. necn.com