Obchody kolejnych- 4 i 5 rocznicy katastrofy smoleńskiej będą się odbywać w szczycie kampanii wyborczych: do Parlamentu Europejskiego 2014 i kampanii prezydenckiej 2015, która poprzedzi wyborczą rozgrywkę o następną większość sejmową na jesieni 2015. Ale to wcale nie musi wpłynąć na smoleński język PiS.

Czynnik 1 – wybory europejskie sprzyjają wyborczym anomaliom

Wybory Europejskie- z niską frekwencją to trudne zadanie dla PiS. Bo partia ma coraz krótszą ławkę dobrych, rozpoznawalnych kandydatów do Brukseli.
Bo będzie miała konkurencję: mających w (europejskich) badaniach niezłe sondażowe wyniki ziobrystów i wielkie niewiadome w postaci rosnącego (w CBOS i SMG/KRC) Korwina oraz nadzwyczajnie zorganizowanych w sieci narodowców. Sądząc po niezłych wynikach w wyborach europejskich LPR (2004- 16%) oraz niskiej frekwencji (kolejno: 21 i 25%) to wybory bardzo nieprzewidywalne i sprzyjające małym partiom (przypadek UW i SDPL 2004).

Głównie to pojawienie się konkurencji z prawej wpłynie na strategię PiS w wyborach europejskich 2014. Jarosław Kaczyński, co zresztą jest uznawane za jego obsesję, nie może sobie pozwolić na zleklceważenie konkurencji z prawej strony. A Smoleńsk wydaje się być najlepszym mobilizatorem dla skrajnego i wyborczo aktywnego elektoratu, który potencjalnie mógłby uciec do ziobrystów i narodowców, gdyby nie legenda smoleńska obrazująca przekaz PiS o „wykluczeniu słabszych” z życia publicznego.

Czynnik 2 – co ważniejsze: uśpienie lemingów czy mobilizacja moherów?

A to ważne dla Kaczyńskiego wybory, bo w końcu może je wygrać, głównie przez demobilizację elektoratu PO. Ale, z drugiej stony, nic tak nie mobilizuje elektoratu PO jak „rozszalały, smoleński Kaczor”. Więc stratedzy PiS będą musieli zważyć zyski i straty. Bo Smoleńsk pomaga zwalczać konkurencję na prawej flance, ale też ożywia zniechęcone „lemingi”.

Czynnik 3 – wybory samorządowe- PiSowi wystarczy zły wynik PO

Wybory europejskie są dla PiS też bardzo ważne dlatego, że partia ta tradycyjnie mniej liczy się w wyborach samorządowych, głównie w dużych miastach, a te pojedynki są najbardziej atrakcyjne dla mediów i w dużym stopniu ich rezultat dyktuje publiczne wrażenie- kto zwyciężył a kto przegrał.

Dodatkowo, PiS nie ma serca do polityki samorządowej, jego lokalne struktury są o wiele mocniej skonfliktowane niż te krajowe, czy parlamentarne. Więc wybory samorządowe w zasadzie PiS może odpuścić. Wystarczy, żeby lokalne komitety, albo lewica utrudniły wyborczą walkę PO. Gorszy wynik Platformy z grupami obywatelskimi, co jest bardzo możliwe, PiSowi wystarczy.

Czynnik 4 – sielskie wybory prezydenckie

Sytuacja będzie inna w 2015. Żeby liczyć się w stawce sejmowej i walczyć o rząd, trzeba przeprowadzić dobrą kampanię prezydencką, która będzie pre-kampanią do wyborów parlamentarnych na jesieni tego samego roku.

A w kampanii prezydenckiej, żeby myśleć o wyrownanej rywalizacji z „wujkiem narodu” prezydentem Komorowskim, trzeba kanty łagodzić, nie uwypuklać. „Dom wszystkich Polska”, „Zgoda buduje”, „Polska jest najważniejsza”– to tradycyjny dla polskich wyborów prezydenckich, wręcz sielski model kampanii. Tego oczekują wyborcy.

Czynnik 5 – autonomiczny Gliński, ale harce na prawej flance

Jeżeli kandydatem PiS miałby być jednak profesor Gliński (o czym jako pierwszy pisał Wojciech Szacki w tyg. Polityka), to PiS może sobie pozwolić na smoleńskie harce, utrzymujące mobilizację tradycyjnego elektoratu i pozwalające autonomicznemu, ale oczywiście finansowanemu z kasy PiS Glińskiemu na kurs opozycyjny, ale centrowy, obywatelski.

Gliński nie jest większym ryzykiem, na świetną kartę prywatną, która dobrze się sprzedaje w kampaniach prezydenckich. Dobrze wygląda, nie antagonizuje. I zapewnia PiSowi kontynuację flirtu z „Polską smoleńską”, którą Gliński łagodziłby przekazem o „społecznym wykluczeniu Polski B”.

Biorąc pod uwagę te 5 rozważań, więcej wskazuje, że PiS nie złagodzi retoryki smoleńskiej, nawet za cenę mobilizacji znużonych Tuskiem lemingów w 2014. Ważniejsza okaże się rachuba, by dobić konkurencję na prawicy, a w 2015 efekt „smoleńskiego wariactwa” może pomóc stonizować umiarkowany i sympatyczny Gliński. I nawet jego raczej oczywista dziś porażka z Komorowskim nie będzie aż tak bardzo porażką PiS, jaką byłaby porażka Kaczyńskiego.

Smoleńsk będzie tracił oczywiście na medialnym znaczeniu, chyba że pojawią się nowe okoliczności śledcze etc., ale dla PiS wciąż pozostanie atrakcyjnym narzędziem mobilizacyjnym, które w 2014 pomoże wykosić konkurencję na prawicy i być może zapewnić pierwsze od 2005 wyborcze zwycięstwo, tak potrzebne Kaczyńskiemu do odbudowy morale.

fot. FB PiS