Na dwa dni przed Wigilią, dawny polityk LPR i dotyczasowy ekspert Fundacji Republikańskiej oświadczył na salonie24 i swoim fanpejdżu na FB, że odchodzi z Fundacji, by móc zaangażować się w zyskujący polityczną prominencję Ruch Narodowy. Potwierdza to pewien trend, który może mieć swoje odłożone w czasie konsekwencje. 7 wniosków.

Po pierwsze- buduje nowe zainteresowanie Ruchem Narodowym 

Można się zastanawiać, czy podawanie takiej informacji na dwa dni przed Wigilią, kiedy wszyscy żyją już przygotowaniami do Świąt jest wyborem fortunnym z punktu widzenia komunikacji. Ale z pewnością, po niedawnym hapeningu na połączonych komisjach sejmowych dyskutujących o pakcie fiskalnym, może to być kolejny kamyczek do budowania medialno-politycznej pozycji obozu narodowego.

Bosak nie jest politykiem przesadnie znanym dla masowej opinii publicznej. Od czasu jego obecności w Sejmie i w popularnym TVN-owskim Tańcu z gwiazdami minęło jednak 5 lat, co jest dużym medialnym resetem. Ale Bosak umiejętnie utrzymywał zainteresowanie sobą w stosunkowo licznej (7 tys.) grupie na FB. 

Po drugie- może już być faktem przesądzającym wejście RN do sondaży

Wejście do sondaży ma spore polityczne konsekwencje. Nawet jeśli RN zacznie z bardzo niskiego pułapu 1-2%, choć może to być więcej, to stanie sję jednak jakimś politycznym punktem odniesienia. A skoro więcej dyskusji o narodowcach, to dla sondażowni i mediów tym ciekawsze, by się do tego odnieść i zmierzyć fenomen. Pierwszy poważniejszy sondaż o szansach wyborczych skrajnej prawicy zdobędzie swoją prominencję medialną.

Kilka tygodni na swoim blogu, Janusz Palikot napisał: „Jeśli tylko się połączą, Młodzież Wszechpolska, ONR i inni, to dostaną za trzy lata 7 procent”. W tym samym czasie, w comiesięcznej prognozie preferencji wyborczych, socjolog Marcin Palade dawał blokowi narodowemu aż 9%. “Gdyby w wyborach samodzielnie wystartował Ruch Narodowy mógłby liczyć na 9% głosów. Odbierając PIS-owi, Solidarnej Polsce, PSL, a także pozaparlamentarnej drobnicy. Ale czy liderzy RN mają jakiekolwiek inne plany niż organizacja przyszłorocznego Marszu Niepodległości? Im dalej od 11 listopada 2012 tym więcej wątpliwości.”- pisał Palade na swojej stronie. 

To pewnie kalkulacje przesadzone, ale każde doniesienia pokazujące, że grupa narodowców to nie jest garstka, pozwalają grupie na silniejsze wejście do mediów.

Po trzecie- pokazuje populistyczno- wolnorynkowy kierunek jaki może przyjąć RN.

Sądząc po bardzo wolnorynkowych wpisach Bosaka, można przypuszczać, że narodowcy przyjmą populistyczno-rynkowy kurs znany z ruchu Tea Party w USA. Czy to daje szansę na zdobycie klienteli politycznej w Polsce? To raczej wątpliwe, choć podobny ton w przypadku Korwina-Mikke dawał w latach 90-tych jednak te kilka procent. Dziś, bez raczej odpychającego, bez dziwacznego stylu JKM może to być trochę więcej.

Po czwarte- Ruch Narodowy zyskuje sprawnego medialnie polityka, który różni się od stereotypowego przedstawiania polityków skrajnej prawicy

Bosak nie jest politykiem agresywnym, potrafi nieźle argumentować, co pokazała jego debata w Faktach po Faktach z Moniką Richardson. Z pewnością wykonał gigantyczną pracę nad sobą, za dowód czego może choćby służyć mapa wydatków państwa, której był współautorem w ramach Fundacji Republikańskiej. I z pewnością, mimo skrajnych poglądów, trudno byłoby go przedstawić jako poltyka brunatnego.

Po piąte- generalnie, wzrost zainteresowania narodowcami będzie inspirowany nie tylko przez nich, ale też przez ich polityczną opozycję.

Prawododobnie więcej medialnego rozgłosu narodowcy będą zawdzięczać Palikotowi i liberalnym mediom, niż własnej pracy. Dla obu tych grup narodowcy będą stanowić spoiwo, służące do pokazania, że potrzebny jest równie radykalny obrońca swobód obywatelskich. Narodowcy mogą dać Palikotowi drugie życie, ale najpierw to on musi dać im pierwsze, by móc mieć czym straszyć. 

Po szóste- 2013, jako rok, kiedy będzie więcej dyskusji o przyjęciu Euro i więcej tematyki UE będzie sprzyjał konfrontacji głosów radykalnych. 

Tematyka Euro i jak to tłumaczą jego przeciwnicy „przekazania suwerenności do Brukseli” może być jednym z tematów silniej ogniskujących postawy skrajne. Dobrym przykładem na to jest wzrost znaczenia UKIP na Wyspach. 

Po siódme- wzrost skrajnej prawicy jest szansą dla PiS na przejście bliżej centrum.

Ale raczej z tej szansy na odebranie PO wyborców bardziej konserwatywynych, PiS nie skorzysta, bo znana jest od lat obsesja Jarosława Kaczyńskiego- „żadnej konkurencji na prawicy”. Ale przecież potencjalny wzrost choćby i tylko medialnego znaczenia narodowców, to dla Kaczyńskiego szansa na powrót do pozycji z 2005 roku, kiedy na tle LPR, PiS był zroworozsądkową cenroprawicą. Kaczyński nie powinien się tego obawiać, bo prawicowy trzon trzyma przy nim sprawa Smoleńska, do której narodowcy odnoszą się z lekceważeniem (to w końcu Lech Kaczynski podpisał Traktat Lizboński). Przesunięcie PO lekko w lewo, wywołane lękiem przed europejską „listą Kwaśniewskiego” mogłoby dać Kaczyńskiemu jeszcze więcej miejsca.