Niemal tydzień po Marszu Niepodległości cały czas medialnym punktem odniesienia się narodowcy – a przede wszystkim ich zapowiedź „obalenia republiki” oraz deklaracja o stworzeniu Ruchu Narodowego. Ale tak się złożyło, że ta dyskusja nie jest politycznie korzystna dla żadnej partii, oprócz PiS, który dostał szansę na odcięcie się od skrajnego elementu polskiej prawicy. 

Jak się okazało, dyskusja o Ruchu Narodowym – który jeśli powstanie, to niemal na pewno podzieli los Libertasu czy innych tego typu ugrupowań – nie okazała się korzystna dla Platformy. Z jednej strony swoimi deklaracjami minister Gowin dotyczącymi nie tylko delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej, ale także Krytyki Politycznej itd, uruchomił typową reakcję medialnego sprzeciwu na jakiekolwiek wypowiedzi kojarzone z prawym skrzydłem Platformy. Z drugiej strony, ta dyskusja pokazała po raz kolejny niespójność partii – wczoraj np. Ewa Kopacz mówił, że delegalizacja MW jest w zasadzie OK. Delegalizacja stała się kolejnym tzw. „wedge issue” dla PO – kwestią pokazująca całkowitą rozbieżność poglądów i niespójność w partii. 

Dyskusja o MW – a raczej o delegalizacji – stała się także niekorzystna dla SLD. W sieci najczęściej komentowane jest to, że więcej osób chce na FB delegalizacji Sojuszu niż fanów ma sama partia. SLD jutro ma też wspólny wiec z Palikotem „przeciwko faszyzmowi”. To wszystko zabiera partii czas, który mogłaby np. wykorzystać na budowanie własnego przekazu w kwestiach europejskich, dużo istotniejszych z długofalowego punktu widzenia. 

Tylko PiS może zyskać. Deklaracje większości polityków tej partii sugerowały odcięcie się od marszu organizowanego przez grupy narodowe. Na prawicy pojawiły się głosy dotyczące organizacji w przyszłym roku niezależnych obchodów 11 XI. W ten sposób PiS może medialnie odklejać się – i rozpoczął już ten proces –  od powiązań ze skrajną, narodową prawicą, z korzyścią dla tej partii.   


fot. maciej zygmunt CC BY NC 2.0