Program budowy korwety malał od samego powstania. Rosło w nim tylko jedno: cena. Również za rządów Donalda Tuska.

Ojcem "Gawrona" jest – jak przypomniał Leszek Miller – Bronisław Komorowski, ale dopływ pieniędzy otworzył właśnie rząd SLD z Jerzym Szmajdzińskim jako ministrem obrony.

 

 

W listopadzie 2001, kiedy Marynarka podpisywała pierwsza umowę z gdyńską stocznią, program budowy siedmiu "Gawronów" opiewał w pierwszych pięciu latach na 497 mln złotych. Nieoficjalny koszt jednej korwety: 250-300 milionów. W grudniu 2002 cały program został odchudzony z siedmiu jednostek do jednej. Powód? Brak pieniędzy. Miller dał i Miller zabrał.

 

W 2006 roku za Aleksandra Szczygły w MON pojawiła się nowa cena budowanego już 5 lat ORP "Ślązak": 1161 mln zł. To czterokrotnie więcej niż szacowano w roku 2001.

 


 

Już za rządu Tuska, w listopadzie 2008 w odpowiedzi na interpelację Ludwika Dorna Bogdan Klich wspomniał o dwóch planowanych korwetach za 1,28 mld sztuka plus 250 mln na ubrojenie każdego egzemplarza. Rok później program operacyjny na lata 2009-2018 wspomina już tylko o jednym okręcie. W grudniu 2009 MON odpowiada Dornowi, że jeden "Gawron" ma kosztować 1,46 mld zł plus owe 250 mln na uzbrojenie.

 

Podobną sumę – co najmniej 1,5 mld – podał teraz rząd przy ogłaszaniu decyzji o rezygnacji z "Gawrona". Jedyny w historii brak wzrostu ceny (w ciągu trzech lat!)  może sugerować, że program od dawna finansował się tylko na papierze.

 

W 11 lat na "Gawrona" – powstał tylko kadłub – poszło ponad 400 mln złotych. Trzy rządy zafundowały nam program budowy bardzo drogich żyletek.