Zbliża się data rozstrzygającego ogłoszenia w sprawie zasobów gazu łupkowego. Jeśli potwierdzą się plotki, rządowi może nie być do śmiechu. Państwowy Instytut Geologiczny ogłosił właśnie datę podania ostateczmych, i jednocześnie pierwszych wykonanych przez polską instytucję, szacunków co do zasobów gazu łupkowego w Polsce.


 

To 21 marca tego roku, czyli już za 40 dni. Tymczasem według naszych informacji, niekoniecznie będzie to PR-owskie święto rządu.

 

W powszechnej świadomości funkcjonuje bowiem pierwsza, pochodząca od Amerykanów wielkość 5,3 bln metrów sześciennych. Z tego wywróżono owe 300 lat samowystarczalności gazowej Polski. Potem jednak pojawiały się już tylko niższe szacunki – od 3 do 1,4 bln. Niektórzy geolodzy sugerują teraz, że PIG może tę wartość jeszcze obniżyć. I tak z 300 lat gazowego eldorado może się zrobić lat zaledwie kilkadziesiąt. Donald Tusk nie potrzebuje teraz takich wiadomości.

 

Oczywiście poszukiwacze paradoksów znajdą w tej sytuacji szansę, jakiej ten rząd akurat potrzebuje. We wrześniu 2011 na otwarciu jednego z odwiertów na Pomorzu Donald Tusk obiecał, że łupkowe zyski zasilą "fundusz, który miałby gwarantować bezpieczeństwo polskich emerytur". I tu paradoks: poddanie przez geologów tej obietnicy w wątpliwość mogłoby posłużyć jako mocny argument za bezalternatywnością reformy emerytalnej.

 

Dawny Tusk mógłby złe wieści przekuć w sukces. Czy obecny to jeszcze potrafi? Odpowiedź po 21 marca.

 

Fot. _teq/sxc.hu