Wywiad z Anną Streżyńską przeprowadziliśmy przez komunikator Facebooka. Przywracamy debacie na temat ACTA jeden z najważniejszych głosów. To tekst, który powinien przeczytać każdy.

 

Co się stało ws ACTA? Czy rząd mógł mieć inny, lepszy scenariusz?

 

Anna Streżyńska: ACTA to efekt braku rzeczywistego dialogu oraz braku jawności życia publicznego. Istnieje grupa Dialog powołana po wydarzeniach z ustawa hazardową i rejestrem stron niedozwolonych i reanimowana, ilekroć rząd po raz kolejny musi się tłumaczyć przed społeczeństwem z działalności w sferze internetowej (zmiana ustawy medialnej, nadmierna ilość danych w retencji) ale rzeczywistego dialogu nie ma. Chociaż w rządzie są osoby, które moglyby go poprowadzić, bo znakomicie się na tym znają. 

 

Natomiast istnieją, nie tylko w Polsce, liczne obostrzenia procesu legislacyjnego i negocjacyjnego w stosunkach międzynarodowych. Społeczeństwo nie zna podstawowych dokumentów, które go dotyczą, (niekoniecznie takich, które powinny być niejawne jako element negocjacji), ponieważ tej niejawności sobie życzą organizacje międzynarodowe, do których należymy, w tym UE.

 

W efekcie należy mieć nadzieję, że w interesie polskiego społeczeństwa działają nasi urzędnicy, prezesi urzędów centralnych i ministrowie, jednak chociaż wierzę i wiem, że tak jest, to i tak nie zmienia to konstatacji o braku poszanowania reguł demokracji i jawności życia publicznego. 

 

Największy problem chyba był z konsultacjami?

 

Kolejnym problemem jest tryb międzyresortowego konsultowania dokumentów – praktyka konsultowania nie dokumentów bazowych lecz stanowisk rządu do dokumentów bazowych, bez wiedzy o tym, jakie jest sedno dokumentu, jego otoczenie polityczne i społeczne, bez ekspertyz, z terminami zwykle od 2 do 24 godzin.

 

Umowa międzynarodowa z USA, w europejskim kręgu politycznym, który w wielu dokumentach podkreśla swoją rywalizację z USA co do prędkości rozwoju (niezadowalającej zresztą), powinna być wzięta pod lupę na wiele tygodni. I oddana w ręce dziesiątek ekspertów.

 

W dodatku, podejrzane od początku były wymogi tajności i jak wynika z ustaleń, sami tę tajność zwalczaliśmy, ale nie zrobiliśmy kolejnego kroku w postaci bardzo szerokich konsultacji, tym szerszych i dłuższych im bardziej tajna była ona wcześniej. Takie sytuacje bowiem nie dzieją się przypadkiem. 

 

Kto zyskuje na ACTA?

 

Kolejnym problemem oczywiście jest to, komu ten akt miał służyć, bo nie służy on ani społeczeństwu ani twórcom, tylko pośrednikom, a w szczególności wielkim posiadaczom praw autorskich, w tym koncernom medialnym, głownie zresztą amerykańskim.

 

Prawdziwym problemem jest nigdy nie odbyta dyskusja o prawie autorskim, które jest niedostosowane do współczesnych mediów, w coraz większej części internetowych.

 

Ta dyskusja jest bardzo na czasie, bo rozwój społeczeństwa informacyjnego, to nie oszukujmy się, nie jest rozwój naukowców, poszukujących fachowej wiedzy, tylko rozwój ludzi, którzy się komunikują i szukają informacji i rozrywki, wymieniają się nią. Bez nowego prawa autorskiego nie rozwinie się społeczeństwo informacyjne, żeby nie wiem ilu Latarników wysyłał rząd do gmin.

 

Trzeba jednak bardzo mocno podkreślić, że nikt zaangażowany w sprawę ACTA nie kwestionuje słuszności roszczeń twórców co do pożytków z ich twórczości. Przeciwnie.

 

Czy to jest czyjeś celowe działanie?

 

Nie uważam, że mieliśmy tu do czynienia z celowym działaniem, zbyt wiele takich sytuacji obserwowałam w praktyce – po prostu obciążona nierównomiernie administracja nie nadąża z ilością pracy (tam gdzie naprawdę są sprawy wymagające czasu i wiedzy) i ma problem z sakramentem pokuty – czyli przyznaniem do winy, zadośćuczynieniem i co najważniejsze – poprawą. 

 

A lepszy scenariusz?

 

Lepszy scenariusz? To proste, mimo że to kolejny raz, kiedy rząd przeprasza, trzeba było przeprosić i poprawić się. 

 

Na ile debata jest wynikiem nieprzygotowania polityków do życia z erze cyfrowej, a na ile z skomplikowania całej umowy i procesu?  Przede wszystkim nie ma żadnej debaty – debatuje facebook, debatują NGOsy i po spadku notowań doszło do spotkania z rządem.

 

Ale debatę przygotowuje się inaczej – w sytuacji w której rząd się znalazł, nie była potrzebna ad hoc zwołana konferencja w MAC tylko porządna agenda, opublikowanie wszystkich informacji, zaproszenia z wyprzedzeniem. To nie pożar, pożar już był i teraz jest rzeczywiście potrzebna spokojna rozmowa o poszczególnych kwestiach. Nie 7 godzin ciągiem tylko poszczególnymi zagadnieniami. Prawdziwa debata dopiero przed nami. 

 

Czy politycy zaspali erę cyfrową, w jaką weszło społeczeństwo?

 

Oczywiście niektórzy politycy nie są przygotowani do życia w erze cyfrowej, świadczy o tym zarówno ich język („ten świat”, „to środowisko”), jak i ostatnio nagłaśniane zdjęcia i fakty ze sposobu używania sieci i urządzeń. Portale się z tego śmieją, ale moim zdaniem nie ma się z czego śmiać, ponieważ to jest bariera niezrozumienia między światem cyfrowym a analogowym, która po raz kolejny uniemożliwia normalne funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego, w sporej części funkcjonującego w sieci.

 

Politycy nie wyciągnęli wniosków z afrykańskiej lekcji, gdzie Internet stał się platformą rewolucji. Niepokojące jest także to, że ostatecznie do spotkań z politykami dochodzi w atmosferze przymusu i spychania odpowiedzialności. Potrzebne jest nowe otwarcie, wyjście z atmosfery barykad, zgromadzenie przy stole wszystkich zainteresowanych stron i dojście do konkluzji. Przy czym jest kilka tematów, które są do omówienia: jawność działalności administracji i demokracja w życiu publicznym, dostęp do informacji, procedury konsultacyjne, oraz konkretne rozwiązania samego ACTA. 

Sama umowa nie jest skomplikowana, ponieważ ma wyjątkowo pojemny i niedookreślony charakter. Słownictwo tam używane zostanie dopiero wypełnione treścią w praktyce. Są tam przepisy niepokojące, dające posiadaczowi praw autorskich prawo do domagania się pełnej informacji włącznie z danymi osobowymi o domniemanym sprawcy domniemanego naruszenia. 

 

Jak Pani zdaniem będzie się rozwijał rynek telekom w Polsce jeśli ACTA wejdzie w życie? Co jest największym zagrożeniem teraz dla rozwoju tej sfery? 

 

Nie wiemy, bo sama umowa ma charakter ramowy i daje bardzo szerokie pole do popisu, ale czym zostanie wypełniona, nie wiadomo, tym bardziej ze kolejność wypełniania jest inna niż nam się wydaje, najpierw zapewne będziemy mieli zmiany w dyrektywie o prawie autorskim, być może w dyrektywie o handlu elektronicznym.

 

A dopiero potem implementację w polskim prawie. Unijne dokumenty są także polem politycznego kompromisu, w którym liberalne przepisy albo brak regulacji ścierają się z przepisami francuskiej ustawy Hadopi.

 

Ostateczne decyzje znowu mogą znienacka zapadać na posiedzeniu Rady Ministrów właściwych w sprawach rybołówstwa i rolnictwa, wiele też zależy od tego, co za co oddajemy podczas zawierania tych kompromisów.

 

Taka jest polityka, czasem dostajemy cos na czym nam bardzo zależy, bo odpuszczamy coś innego, na czym nam nie zależy, lub nie wiemy, że bardzo nam na tym powinno zależeć. Moim zdaniem nie ma sensu rozmawiać co zlego się wydarzy w związku z ACTA na rynku telekomunikacyjnym. Najwyzsza pora rozmawiać o tym, co powinno się wydarzyć w prawie własności intelektualnej i jeszcze w kilku innych zagadnieniach, co może mieć bardzo pozytywny wpływ na rozwój tego rynku a w efekcie na nasz osobisty i zbiorowy potencjał.

 

Co Panią najbardziej zaskoczyło w ciagu ostatnich dwóch-trzech tygodni jeśli chodzi o ACTA?

 

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ludzie nie protestowali z powodu podatków, emerytur i innych cięć, a wyszli na ulicę z powodu zagrożonej wolności internetu i braku demokratycznego uczestnictwa w procesie stanowienia prawa. I wbrew niektórym medialnym doniesieniom nie byli to ani internetowi piraci i złodzieje, ani licealiści.

 

Jak mysle o tym, to przypomina mi się godło polskiej prezydencji, idący szereg kolorowych postaci a na przedzie idzie postać z polską flagą. Godło to namalował autor godła Solidarnosci, co ma symboliczny wymiar. Przez całą prezydencję byłam ciekawa, dokąd ten człowiek z polską flagą poprowadzi Europejczyków. A tu się okazało, że staliśmy się zarzewiem europejskiego protestu w sprawie praw sieciowego społeczeństwa obywatelskiego.

 

A w dyskusji Pudelek kontra Gazeta Wyborcza komu Pani przyznaje racje ? Na Facebooku zlajkowała Pani tekst Pudelka…

 

W tym sporze wszyscy mają swoje racje i z tych kłotni nic nie wynika, a głos Pudelka jest wazny, ponieważ to glos przeciętnego zjadacza chleba; celebryci mają swoje racje, a uzytkownicy swoje – moim zdaniem da sie je pogodzic, jesli nie bedziemy tych swiatów dzielic, lecz probowac te swiaty łączyć i spotykac ze sobą. 

 

 

zdjęcie pochodzi z profilu Anny Streżyńskiej na Facebooku.