Na swojej stronie londyński The Telegraph publikuje dziś kolejną ostrą wypowiedż brytyjskiego europosła na temat wspólnej polityki rolnej. Dla PiS, to zapowiedź powrotu tematu, który już wielokrotnie sprowadzał partię Kaczyńskiego do defensywy. Broniąć się przed chorobą antyrolniczych torysów, Kaczyński powinien sięgnąć po lekarstwo, jakie jego wyspiarscy sojusznicy sami zastosowali w walce o wiarygodność w temacie zdrowia.

 

PiS – co zrozumiałe, w sytuacji partii, którą uważa się za izolowaną za granicą – lubi podkreślać swoje związki z brytyjskimi konserwatystami. Po śmierci brata, Jaroslaw Kaczyński już jako kandydat na prezydenta odbierał osobiste kondolencje na Downing Street. Młodzi zwolennicy PiS wielokrotnie na serwisach społecznościowych linkują do żywiołowych wystąpień brytyjskich europosłów. Bardzo często jest to Daniel Hannan, energiczny deputowany Torysów. 

 

 

Tymczasem, to co mówi Hannan może nie przypaść do gustu elektoratowi PiS.

 

W zlinkowanym dziś na stronach Daily Telegraph klipie — Hannan mówi w Parlamencie Europejskim, że Łukaszenko nie jest ostatnim reliktem komunizmu w Europie, bo jest nim Wspólna Polityka Rolna (CAP). Hannan z charakterystyczną dla siebie pasją twórcy brytyjskiego ruchu tea party przemawia na temat ogromnych strat dla Afryki, które wynikają z CAP. To dość absurdalna dla elektoratu PiS perspektywa. Hannan wylicza koszty wyższych cen żywności, jakie uderzają w najbiedniejszych i powodują silniejszy impuls inflacyjny i zakłócenie wolnej konkurencji na wsi. Mówi też o stratach jakie w związku z CAP ponosi Wielka Brytania, która jest importerem żywności netto.  link <–

 

Wyborcy mieszkający na wsi, to w ostatnich wyborach aż 41% całego elektoratu PiS.

 

Każdy udany strzał, by zakwestionować wiarygodność partii Kaczyńskiego w trzonie jego elektoratu może bardzo zagrozić pozycji partii. Mogłoby to być zachęcające dla wyrastającej Kaczyńskiemu konkurencji po prawej stronie. Partia Ziobry wpadła jednak z deszczu pod rynnę i wchodząc w sojusz z UKIP Nigela Farage sama może zapłacić polityczną cenę za poglądy nowego sojusznika, które w sprawie rolnictwa bywają radykalniejsze niż ma poprzedni (stanowisko UIKIP ws CAP <–link)

 

Poważnym beneficjentem ewentualnej kampanii przeciw PiS na wsi może być silnie proeuropejskie i utożsamiane z unijną polityką rolną PSL. I sama Platforma, której wiejski elektorat też nie jest mały. W ostatnich wyborach to 26,4% wszystkich wyborców tej partii.

 

Strzał z CAP w Kaczyńskiego w kampanii prezydenckiej był całkiem celny, ale wydarzył się za późno, by odegrać większą rolę, choć mógł uszczuplić małą różnicę brakującą Kaczyńskiemu do zwycięstwa z Komorowskim.

 

No i sama PO ciągle nie potrafi konsekwentnie się komunikować w zasadzie żadną grupą społeczną, zwłaszcza ze wsi. Platforma nie ma żadnego polityka wprost odwołującego się do spraw wsi, a jej wiceminister w MinRol- Kazimierz Plocke jest postacią dość anonimową nawet dla bywalców Placu 3 Krzyży.

 

Wniosek dla PiS jest jeden. Musi bardzo stanowczo odciąć się od stanowiska brytyjskich aliantów na temat CAP. Tak jak David Cameron potrafił odciąć się od przeszłości swojej partii w sprawie NHS (brytyjski NFZ). – Jesteśmy partią NHS, kochamy NHS- krzyczał Cameron na konwencji w Birmingham, kilka miesięcy przed wyborami. Kaczyński musi swojemu elektoratowi powtarzać- PiS kocha CAP. PiS kocha CAP. PiS kocha CAP.