17 listopada Premier wygłosił ambitne i dobrze ocenione przez fachowców expose i zniknął. Coś przestało działać.

 

Sprawy potoczyły się tak, jakby nikt w Platformie nie miał serca do koordynowania strategii politycznej. I czegoś więcej poza wyklepywaniem z pamięci coraz zresztą mniej przekonujących przekazów dnia.

 

To jeszcze nie jest katastrofa, ani chyba nawet punkt zwrotny, ale ewidentnie Platforma się zepsuła.

 

Jeżeli ktoś nie wiedział o co chodziło wybitnemu brytyjskiemu premierowi Haroldowi Macmillanowi w słynnej wypowiedzi, to z pewnoscią już wie. Gdy zapytany czego się najbardziej obawia w polityce miał odpowiedzieć: “Wydarzeń drogi chłopcze, wydarzeń” (Events, dear boy, events).

 

To nie Tusk, a wydarzenia zaczęły dyktować agendę.

 

Jeszcze przed expose, pierwszym kryzysem były zamieszki w stolicy podczas obchodów Święta Niepodległości. Letnia reakcja rządu wskazywała na to jakby Platformie przestało zależeć. Inicjatywę zaczął przejmować Prezydent, wskazując na potrzebne zmiany prawa. I znów, to właśnie Bronisław Komorowski- co prawda pochopnie, ale zareagował, gdy lotowski Boeing awaryjnie lądował na Okęciu. Powiedzmy, że można założyć, że szef rządu zajmował się wtedy gorącą końcówką prezydencji, gdzie zresztą i tak nie obyło się bez qui pro quo, w którym do dziś w zasadzie nie wiadomo o co polskiemu rządowi chodzi.

 

Na jedyną przemyślaną i dobrą reakcję wychodzi wizyta Premiera w Afganistanie, gdy ofiarą zamachu padło pięciu polskich żołnierzy na misji. Zdjęcie Premiera nad trumnami żołnierzy należy z pewnością do najbardziej poruszających obrazów ubiegłego roku.

 

Sprawa listy leków i decyzja o tym, żeby nie odkładać wejścia w życie ryzykownej politycznie ustawy refundacyjnej, Ewy Kopacz zabawa w chowanego, całkowicie nieskomunikowane odstąpienie od powołania popularnej Anny Streżyńskiej na następną kadencję szefa UKE, chaos wokół prokuratury, którego aktem kulminacyjnym było samopostrzelenie się wojskowego śledczego w Poznaniu. Zapowiedziane w expose projekty, których nikt już nie może się nawet doliczyć. 

 

Żeby nie było za mało, dochodzi do tego całkowity misz -masz wokół nowej wersji stenogramów Tupolewa i nawet nie sam wybuch niezadowolenia wokół ACTA, tylko kompletna rozsypka komunikacyjna rządu wokół tego. Nawet zarządzanie rządowym profilem na Facebooku- o czym pierwszy doniósł Tomasz Skory z RMF- dowodzi braku jakiejkolwiek przemyślaneij linii. No i sprawa Stadionu Narodowego, za którego pełne funkcjonowanie “już od listopada” jak obiecał na konwencji Ergo Arenie tak i skutecznie oddał głowę były minister sportu Adam Giersz. 

 

Zaplecze parlamentarne Platformy tkwi w konsternacji. Co mówić? I kto ma mówić? Już od paru tygodni bardziej szeregowi posłowie PO nie kwapią się szczególnie do występów medialnych.

 

Atmosfera w klubie wyraźnie siadła. Ministrowie nie mają czasu, ani serca do tego, żeby zadbać o cieplejsze relacje z wojskiem w Sejmie. Posłowie coraz częściej odbijają się od drzwi ministrów.

 

Po raz pierwszy w historii rządów Platformy pojawiły się inne niż Schetyny i Halickiego głosy kwestionujące linię rządu- co widać na przykładzie ACTA.

 

Róża Thun oświadcza, że cieszą ją protesty młodzieży. “Po dzisiejszym posiedzeniu Komisji Innowacyjnosci ws ACTA wątpliwości mam jeszcze więcej…” – pisze z kolei na swoim facebooku poseł Gibała, a poseł Godson otwarcie w mediach mówił, a na twitterze reklamował swoje wątpliwości. Mówili o nich bardzo otwarcie także Grzegorz Schetyna w Faktach po Faktach i minister Gowin w znikającej depeszy PAP.

 

Coś się dzieje. Dotychczasowe momenty, które miały być zwrotnymi okazywały się tylko pułapkami zbiorowego rozumowania, że kiedyś polityczna fortuna Donalda Tuska musi się odwrócić. 

 

Znając dynamikę postępowania PO w podobnych sytuacjach w przeszłości, coś się musi wydarzyć, żeby znów pokazać kto tu rządzi.