Te punkty, mam nadzieję, że będą wciąż się zgłaszały. One otrzymały czas do niedzieli do wieczora na to, żeby złożyć swoje kalendarze, które potem będą wypełniane przez zapisujących się pacjentów. Były to w większości małe przychodnie, które nie zdążyły wpisać się do systemu. Ten system miał w dniu wczorajszym również godzinę przerwy, kiedy był taki moment największego nasilenia implementacji tych kalendarzy przez punkty szczepień. W związku z tym po prostu część przychodni nie zdążyła tego zrobić. Też wczoraj była taka sytuacja, że część przychodni próbowała jeszcze przekonywać nas do tego, żeby nie stosować kalendarza centralnego, tylko żeby zapisy były prowadzone jakby indywidualnie, w ramach przychodni. Pan to nazywa zapisy na zeszyt, ja mówię w ramach indywidualnych. My na to nie mogliśmy się na to zgodzić. Jest to problem, dlatego że jest to duży system związany z dużą logistyką, dostarczeniem szczepionek w bardzo określonych warunkach zgodnie z ostrymi przepisami. Ten proces musi być ściśle monitorowany, a w konsekwencji scentralizowany i my musimy też mieć wiedzę dotyczącą tego, kto się szczepi, ile osób się szczepi, z której grupy wiekowej. To pozwala też na przewidywalnie dalszych działań, dlatego że proszę pamiętać, my patrzymy w skali całej Polski, a nie jednego POZ czy punktu szczepień – stwierdził Michał Dworczyk w rozmowie z Krzysztofem Skórzyńskim w „Sprawdzam” TVN24.

Na szczęście okazało się, że większość tych przychodni jednak uznała w tej sytuacji, że uruchomi te swoje centralne kalendarze – mówił dalej.