Decyzja Piotra Uszoka, o tym, że nie będzie kandydował na następną kadencję, zaskoczyła wszystkich – nawet jego najbliższych współpracowników. To pozwala na spekulacje, co stało za tym krokiem. Lub raczej kto za nim stał. Bo nikt chyba nie wierzy, że decyzja była podyktowana obietnicą sprzed czterech lat, że to ma być już ostatnia kadencja obecnego prezydenta Katowic. Przypuszczenia nasuwają się dwa – kij lub marchewka. Kij to zapowiedź jakichś dochodzeń, śledztw, prokuratorskich najść z powodu rzekomych nieprawidłowości. A marchewka to perspektywa politycznego awansu. I kij i marchewka – jak łatwo się zorientować – leżą w rękach Platformy. Zarówno bowiem nasłanie na Uszoka służb wszelakich, jak i zapewnienie mu kariery ogólnopolskiej znajdują się dziś w gestii PO.

A PO miałaby co najmniej dwa powody do wyeliminowania z gry obecnego włodarza stolicy Śląska. Po pierwsze, przez lata ogrywał jej polityków jak dzieci, a w ostatniej kadencji stworzył dla siebie bezpieczną koalicję złożoną ze swojego ugrupowania oraz PiS i…SLD, całkowicie marginalizując klub Platformy w platformerskim w końcu mieście. Po drugie, rezygnacja Uszoka otwiera szansę dla kandydata PO, bowiem było jasne, że jeśli zdecydowałby się on na start, to zwycięstwo miał w kieszeni. Dziś wszystko jest możliwe. Także dla kandydata PO.

Bo właśnie on – kimkolwiek będzie – jest jednym z czterech pretendentów, którzy mają szanse. Pozostali trzej to kandydat PiS, kandydat Forum Samorządowego Uszoka oraz Jerzy Ziętek, kandydat niezależny. Kandydaci innych partii (SLD, TR czy KNP są skazani na klęskę). Zacznijmy więc od Platformy. Jeśli to prawda, że to ona stoi za wyeliminowaniem obecnego gospodarza Katowic, to wcale nie oznacza, że przejęcie przez nią ratusza będzie łatwe. Przede wszystkim dlatego, że nie ma dobrego kandydata. Obecny szef PO na Śląsku, Tomasz Tomczykiewicz, skutecznie wyjaławia ją z ciekawych osobowości i dziś, prócz Buzka i Olbrychta (obaj są w PE) czy Bieńkowską (idzie do Brukseli, a poza tym nie jest członkiem partii), nie ma ona za wiele osób, które mogłyby ciągnąć listy (dotyczy to także Katowic). Dlatego Platforma będzie miała spory kłopot ze znalezieniem kogoś, kto z sukcesem powalczyłby o prezydenturę stolicy Śląska. Pojawienie się w tym kontekście nazwiska Jarosława Makowskiego z platformerskiego think-tanku świadczy o skali paniki (ten inteligentny skądinąd „warszawski spadochroniarz” zostałby rozjechany w czasie kampanii przez starych lokalnych wyjadaczy z innych partii).

W PiS sytuacja jest analogiczna – polityka władz centralnych oraz regionalna wojna między posłami tej formacji, uczyniły ją pozbawioną ciekawych osobowości. Skrótowo, pół-żartem i nie do końca precyzyjnie ująłem to kiedyś w tej formule, że 10 lat temu pisowskim kandydatem do PE ze Śląska był profesor Roszkowski, 5 lat temu doktor Migalski, a obecnie Jadźka Wiśniewska. Dlatego mówiło się o tym, że partia Kaczyńskiego chce się pogodzić z Andrzejem Sośnierzem, który „zdradził” w 2010 roku na rzecz PJN, i wystawić go w tym wyścigu. Sośnierz odmawiał, no bo co to za frajda po raz kolejny przegrać, ale odmawiał, gdy pewniakiem był Uszok. Obecnie sytuacja się zmieniła i jego kandydatura mogłaby nieco otworzyć PiS na inne, niż żelazny elektorat, środowiska. Na niekorzyść Sośnierza działa fakt, że jednak będzie on kandydatem PiS, w mieście, które PiS-u po prostu nie lubi, o czym świadczą wyniki wyborów wszelakiego szczebla. Dlatego jest możliwe, że kandydat PiS, przy dużych nakładach finansowych i zaangażowaniu struktur oraz wierności elektoratu może wejść do drugiej tury, ale wygrać całą pulę będzie mu niezwykle ciężko.

Ugrupowanie Uszoka (czyli sam Uszok) waha się czy, zamiast swego szefa, wystawić w wyścigu prezydenckim dotychczasowego wice – czyli Marcina Krupę czy też może byłego posła Krzysztofa Mikułę. Obaj mają swoje zalety, ale –wydaje się – że ten drugi jest bardziej obyty politycznie i potrafiłby w obecnej zawiłej sytuacji poradzić sobie lepiej. Ktokolwiek jednak z tej dwójki zostanie nominowany, będzie poważnym graczem w walce o katowicki ratusz. Przy wsparciu Uszoka i jego machiny wyborczej, oraz przy zniechęceniu dużej części wyborców politykami z PO i PiS, kandydat Forum może wejść do drugiej tury i tam skutecznie powalczyć z partyjnymi nominatami. W jego więc interesie jest, by to właśnie z kimś z PO lub z PiS rozegrać ostateczną konfrontację.

W identycznej sytuacji jest Jerzy Ziętek, wnuk…Jerzego Ziętka, słynnego Jorga, postaci ważnej, choć kontrowersyjnej, w historii Śląska. Odszedł niedawno z PO, usilnie i skutecznie zabiega o zgromadzenie wokół siebie poważnych biznesmenów, wykorzystuje kult swojego dziadka. Dziś wygląda na najsłabszego z całej stawki faworytów, ale może się to zmienić już wkrótce, gdy ruszy kampania. Jeśli plotki o skupionej wokół niego grupie poważnych inwestorów okażą się prawdziwe, to wjedzie on do rywalizacji z najzasobniejszym portfelem, a to może okazać się czynnikiem rozstrzygającym dla ostatecznego wyniku. Ziętek może skutecznie kokietować elektorat PO, jednocześnie odcinając się od samej partii. Może także pozyskać wyborców RAŚ grając na śląskiej i autonomizacyjnej nucie. Może także, podobnie jak ktoś z duetu Mikuła/Krupa wykorzystywać niechęć do partii politycznych. On także jest zainteresowany, by do drugiej tury wejść z kimś z PO lub z PiS, bo wówczas będzie w takim pojedynku faworytem (tak samo, jak Mikuła/Krupa w starciu z kandydatami PO i PiS mającymi swoje partyjne ograniczenia).

To między tymi czterema graczami rozegra się pojedynek o katowicki ratusz. Wejście do gry kogoś spoza tej grupy byłoby wielkim zaskoczeniem. Jeszcze dwa dni temu zapowiadało się, że śledzić tutejsze zmagania o prezydenturę będą tylko ludzie mający problem z zaśnięciem, bowiem zwycięstwo Uszoka było oczywiste. Obecnie walka o stanowisko prezydenta Katowic będzie jednym z najciekawszych pojedynków nadchodzącej elekcji samorządowej.  Warto będzie ją uważnie śledzić.

fot. flickr/Piotr Drabik/CC BY 20