Po pierwsze trzeba stwierdzić, co widać gołym okiem, że w debacie publicznej dominują demagogia, skrajne oceny rzeczywistości oraz zideologizowane narracje. Wynika stąd, że na podstawie tej debaty trudno wyrobić sobie trafną opinię o stanie demokracji w Polsce i politycznej sytuacji – pisze dla 300POLITYKI profesor Andrzej Kisielewicz, matematyk, logik, badacz sztucznej inteligencji, były działacz Solidarności Walczącej i redaktor tygodnika Solidarność Walcząca.

Po drugie, warto przypomnieć, że gdy w latach osiemdziesiątych marzyliśmy o obaleniu komunizmu i wprowadzeniu w naszym kraju demokracji, to modelem był ówczesny wyidealizowany model demokracji w Europie Zachodniej. A był to model inny niż dziś! Ta wymarzona demokracja polegała na równowadze walczących o władzę sił politycznych. Raz wybory wygrywały partie o charakterze bardziej lewicowym, a raz o charakterze bardziej konserwatywnym. Główne media propagowały wzorzec obiektywizmu. Ich zadaniem było dostarczenie wyborcom rzetelnej informacji o stanie państwa, gospodarki i postępowaniu polityków – z lewej i z prawej strony. W głównych sprawach politycy potrafili się porozumieć – ci co nie potrafili, ci co propagowali ekstremizmy, lądowali na marginesie. Sądy były odseparowane od polityki. Sędziowie nie mogli sobie pozwolić na cień podejrzenia o zaangażowanie polityczne. Szanowana była wolność poglądów politycznych i religijnych. Ludzi o innych zapatrywaniach politycznych nie piętnowano, do religii i religijności ludzi odnoszono się z należnym szacunkiem. Nikt nie próbował społeczeństw zmieniać na siłę i „przerabiać ludzi na aniołów” – czy to w chrześcijańskim czy w lewicowym rozumieniu.

Nikt rozumny nie zaprzeczy, że model ten niestety odszedł już w zapomnienie. W Europie panuje teraz nowy model nazywany „demokracją liberalną” – przymiotnik podkreśla inność tego modelu w stosunku do opisanego wyżej modelu klasycznego. Nikt rozumny nie zaprzeczy, że znaczna część postulatów klasycznego modelu została w nowym rozumieniu demokracji usunięta i wręcz zaprzeczona, a w Polsce zaprzeczenie tego klasycznego modelu ma charakter wręcz karykaturalny. Piszę to specjalnie dla ludzi rozumnych o lewicowych przekonaniach, bo jak zauważyłem mają oni tendencję do lekceważenia i niedostrzegania tego, jak źle ta zmiana wygląda w oczach ludzi o przekonaniach konserwatywnych.

Ustalmy najpierw, że zarówno wśród ludzi o przekonaniach lewicowych, lewicowo-liberalnych, jak i wśród ludzi o przekonaniach konserwatywnych i prawicowych są ludzie rozumni. Zaprzeczanie temu nie tylko uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję i jakąkolwiek debatę publiczną, ale wręcz znamionuje braki w rozumie i ideologiczne zaślepienie. Piszę do ludzi rozumnych, do ludzi którzy cenią sobie racjonalność i logikę. (Wiem, że jak na standardy internetu nie jest to grupa zbyt wielka, ale przecież i ta mniejszość musi sobie znaleźć gdzieś miejsce do dyskusji).

Wiem, że ludzie o poglądach liberalno-lewicowych zaprzeczają twierdzeniu, iż w zachodnim świecie mamy dziś do czynienia ze swego rodzaju pełzającą lewicowo-liberalną rewolucją, opanowywaniem kolejnych instytucji i obszarów życia społecznego. Ale jako ludzie rozumni powinni przyjąć do wiadomości, że tak to wygląda w oczach myślących i umiarkowanych ludzi o innych poglądach. I to już jest niezaprzeczalny fakt. Powinni rozważyć argumenty, że to, co im wydaje się naturalnym postępem, w oczach innych rozumnych ludzi wygląda jak coraz większe ograniczanie demokracji, ograniczanie wolności przekonań, spychanie inaczej myślących do getta, stygmatyzowanie, represjonowanie i skrajna nietolerancja. Powinni zastanowić się dlaczego rozumnym ludziom na wschodzie Europy tak bardzo kojarzy się to wszystko z metodami bolszewików. Niedawne ataki na Kościół w Polsce, zakłócanie mszy świętych, to jest coś, czego niektórzy z nas w najgorszych snach się nie spodziewali. Obawy myślących ludzi o demokrację i o to, że demokracja liberalna bliższa jest tzw. „demokracji socjalistycznej” niż klasycznej demokracji – to jest fakt, którego pomijanie oznacza odejście od postawy racjonalnej.

Takie jest (niestety) międzynarodowe tło budowania demokracji w Polsce. Nie mieliśmy szansy popróbować najpierw tej demokracji klasycznej, tradycyjnej.

Stan mediów, z punktu widzenia potrzeb demokracji, można ocenić jako tragiczny. Fakt, że model obiektywnych źródeł informacji został zastąpiony centrami ideologicznej propagandy nie ulega dla nikogo rozumnego wątpliwości. Niestety, podobnie jest w USA, a w Europie zachodniej jeszcze gorzej, bo dla myślących inaczej jest coraz mniej miejsca. W Polsce specyfiką jest przejęcie publicznych mediów przez rządzącą stronę konserwatywną, co pomimo niskiego poziomu i propagandowego profilu mediów daje jako taką równowagę. I chociaż TVP i TVN prześcigają się w propagandzie, jedni nawiązując do propagandy sukcesu, a drudzy do odwoływania się do gorszych stron duszy ludzkiej, (internetowe media niestety w większości nie pozostają w tyle), to każdy sam może wybrać, który przekaz mu bardziej odpowiada. Zadziwiająco wielu ludzi uważa, że jedna ze stacji telewizyjnych to „propagandowa szczujnia”, a ta druga jest ok. To są — po obu stronach — ewidentne ofiary propagandy, skoro nie dostrzegają tej „belki we własnym oku”. Opozycja zapowiada do tego zlikwidowanie mediów publicznych, co trudno odczytać inaczej niż zapowiedź zlikwidowania medialnego pluralizmu i tej mizernej możliwości wyboru.

Łączy się z tym żenujący poziom debaty publicznej. Politycy (w większości, ci co toczą spory w mediach) zdają się traktować ludzi jak idiotów. Powtarzają utarte slogany i są do znudzenia przewidywalni. Mówią tak jakby sami byli ofiarami własnej propagandy lub dopuszczają się cynicznej manipulacji, najwyraźniej mając większość ludzi za idiotów. Łączy się z tym niewiarygodnie prostacki i wulgarny poziom internetowych komentarzy. Tutaj w ciągu kilku czy kilkunastu lat mieliśmy przykład jak zły pieniądz wypiera dobry, jak najbardziej wulgarne i najbardziej prostackie komentarze całkowicie wyparły jakiekolwiek próby poważniejszej dyskusji. Wbrew idei otwartości internetu musi się to skończyć zamkniętymi klubami dyskusyjnymi, gdzie brak wolnego wstępu i pewne zasady pozwolą na poważną i ciekawą intelektualnie dyskusję. Tylko najpierw lewicowa rewolucja w świecie musi doczekać się swojej katastrofy.

O co się toczy w Polsce spór polityczny, skoro narracje głównych ośrodków propagandowych są w zasadzie fałszywe? Owszem, są fałszywe, uprawiają odpychającą intelektualnie propagandę, ale to nie znaczy, że mamy do czynienia z symetrią. Jedna z narracji jest bliższa rzeczywistym dążeniom ludzi zaangażowanych w spór, a druga bliższa jest całkowitemu zakłamaniu.

Jedni Polacy chcą Polski niepodległej, suwerennej, demokratycznej w klasycznym stylu, patriotycznej, tradycyjnej, katolickiej, szanującej historię i rodzinę, normalnej. To wszystko jest bardzo zacofane, ciemne i nienowoczesne, wsteczne, niepostępowe, i wstyd przed całym światem — tak uważają ci po drugiej stronie sporu. Oni chcą, żeby Polska nie odróżniała się od Zachodu, żeby rozpłynęła się w Unii Europejskiej, najlepiej, żeby w ogóle zlikwidowano państwa narodowe, i zarządzano tym krajem, a szczególnie tymi ciemnymi Polakami, z centrum Europy. To wcale nie jest takie głupie, jak się może wydawać tradycyjnemu Polakowi. Może niezgodne z polską tradycją, ale bliskie, na przykład, tradycji czeskiej. Wcale nie jest wykluczone, że w tym modelu wielu Polakom żyłoby się lepiej, bezpieczniej i bogaciej. A niektórym udałoby się nawet zająć jakieś stanowiska kierownicze w Europie. Wcale nie da się powiedzieć i udowodnić, że ten pierwszy model jest obiektywnie lepszy dla Polaków. Tylko dla Polaków z tradycyjną polską duszą.

Problem w tym, że te modele są ze sobą sprzeczne i w każdym z nich, tym drugim będzie się żyło źle. Cała nadzieja zaś w tym, że wkrótce, prędzej niż później, lewicowa rewolucja na zachodzie doprowadzi do katastrofy, i że ta katastrofa nie będzie taka kosztowna jak konsekwencje rewolucji bolszewickiej. A także w tym, że podczas tej katastrofy, będziemy tym razem gdzieś na boku.